Top Social

.

LIFESTYLE & INTERIOR BLOG

Featured Posts Slider

Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 lipca 2018

SZCZOTKOWELOVE


Takie szczotkowe akcesoria to jedne z moich ulubionych DROBIAZGÓW w kuchni, przypominających bez wątpienia czasy naszych babć. Ich piękne i pachnące kuchnie, ręce pełne roboty i wnętrza pełne gwaru. Czasem więc zbieram takie rzeczy, żeby przywołać te skojarzenia, ale też zwyczajnie dlatego, że mi się podobają. Emaliowane miski, pędzelki i druciaki w kuchni są przecież jak najbardziej praktyczne. 

Dobrego dnia! Jakiś deszczowy się zrobił ten lipiec.... Czekam na odrobinę słońca, żeby rozprostować kości na dworze. Chociaż w kurtce z kapturem dzisiaj czułam się prawie jak na Helu ;)  





wtorek, 1 maja 2018

STYL NIEIDEALNY



W moim przedpokoju spotykają się dwie szafy. Obie stare, ale każda na swój własny sposób. 
Jedna jest stylowa, nietknięta od ponad stu lat, dostojna - na płaszcze, kurtki, bolerka i kapelusze... Być może stała w domu, którego ściany zdobiły sielskie obrazki rodem ze stylistyki Carla Larssona, który wyznaczył nurt stylu skandynawskiego, kto wie. Druga natomiast jest zdecydowanie mniejsza, o bardziej plebejskim rodowodzie i niedawno odmalowana grafitową farbą kredową [może pamiętacie zdjęcia na instastories]. To {Hemnes} ze szwedzkiej sieciówki, dzięki której to, co proste i funkcjonale stało się powszechnie piękne i pożądane. Gdy ją uchylić, chwytając za postarzone przeze mnie pseudomosiężne uchwyty, ujrzymy że chowa w sobie buty i podręczne drobiazgi. 

Mówiłam Wam już nie raz, że staram się pilnować w urządzaniu domu pewnego klucza stylistycznego. Jest mocno inspirowany stylem skandynawskim, czy nordyckim, a to przecież wręcz filozofia, a nie zwykłe wypełniane przestrzeni przedmiotami domowego użytku.
 A jednak pozostaje bardzo mój, nie wpisuje się w żadne regułki, jest poddawany ciągłym wpływowym codzienności, chwilowych upodobań a także ograniczeń. Tworzy się w ten sposób mój własny i niepowtarzalny {agniestyl}. I cokolwiek by się w moim domu nie pojawiło, musi spełnić jeden warunek ... musi mi się podobać.

Ważne jest dla mnie by dom wypełniony był prastarym, plastycznym i naturalnym ciepłem, jaki dają drewno, len, bawełna, wiklina... Przykryte farbą lub nie, drewniane meble, drzwi czy podłogi, tworzą klimat miejsca, w którym po długim dniu w pracy, męczącej podróży, czy  po prostu trudnej konfrontacji ze światem, chcemy i potrafimy odpocząć. Kwiaty są niemal obowiązkiem - w formie bukietów czy wianków, zawsze znajdą swoje miejsce w tym z pozoru ascetycznym otoczeniu. Albo takie, jak na zdjęciach druciane serce ubrane w tiul... Surowe obok przytulnego, kawałek metalu obok rustykalnej ceramiki, jasne obok ciemnego, ostre przy łagodnym... Styl pełen kontrastów, a tak bardzo spokojny i spójny w odbiorze. 

Mój styl jest daleki od perfekcjonizmu, jak ja sama. Ważniejsza w nim jest prawda i brak przesady, wręcz skromność, od wystudiowanego zestawienia rzeczy. Niełatwo pozbędę się szafki, która mi dobrze służyła, tylko dlatego, że czegoś jej brakuje, albo że farba już pożółkła. Postaram się ją dostosować do aktualnego status quo w moim domu i wydobędę z niej nowe piękno. Bo szczerze mówiąc wolę właśnie taką nieco podniszczoną, niż nową identyczną. Stawiam proste rozwiązania ponad wyszukanym dizajnem. A to z całą pewnością już wabi-sabi....właśnie tak. Z japońskiego {wabi} znaczy prostota cichego życia, a {sabi} - surowość i piękno wynikające ze starości rzeczy.
Taki jest mój przedpokój i cały mój dom - jak posklejana laką potłuczona czarka, w myśl japońskiej sztuki Kintsugi, i podobnie jak naprawiony przedmiot zyskuje swą wartość i urodę dopiero, gdy staje się niedoskonale przetworzony przeze mnie.












Pięknego długiego weekendu Wam życzę. Sama jeszcze nie mam do końca sprecyzowanych planów, poukłada się na bieżąco, ale zdecydowanie trzeba się cieszyć piękną pogodą, jaką przywitał nas maj. Oby ta magiczna wiosna utrzymała się jak najdłużej.
Do szybkiego następnego razu!
l o v e


G E T   T H E   L O O K

SZAFA UBRANIOWA Z ANTYKWARIATU
KOSZYK BOHEMIADESIGN
ESPADRYLE RYŁKO
BUTY ANNIEL
ZEGAR LEFF AMSTERDAM
APASZKA TAFTYLI
PUDEŁKA IKEA
SERCE DEKORACYJNE WALTHER&CO
WAZON CERAMICZNY MADAM STOLTZ
DREWNIANE TALERZE
MISECZKA DREWNIANA
SZAFKA NA BUTY IKEA
FARBA KREDOWA ANNIE SLOAN



czwartek, 23 marca 2017

METAMORFOZA WITRYNY i GALERIA | NEW CABINET AND WALL DECORATION



Jeśli czekaliście na różową witrynę, to niestety muszę Was rozczarować... Pierwsza warstwa koloru, który widzieliście we wcześniejszym poście, została przykryta kolejną. Grafitem. Zajęło mi to trochę czasu i trudu, ale witryny dzięki temu stały się naprawdę wyjątkowe. To właśnie lubię w malowanych meblach - ich niepowtarzalność oraz zdolność adaptacji do wnętrza. Przełamałam moje chwilowe obawy, że zapełniam przestrzeń kolejnym ciemnym meblem, i rzeczywiście, dzięki przetarciom i malowaniu pędzlem, efekt, jaki uzyskałam, w stu procentach odpowiada moim oczekiwaniom. Muszę Wam powiedzieć, że właśnie to w farbach kredowych jest fantastyczne - można nimi malować w każdych warunkach i każdy mebel, bez szczególnego przygotowywania. Samo malowanie jest niezwykle przyjemne, a farby Annie Sloan pozwalają dosłownie na każdą fanaberię. Przetarcia, rozjaśnienia, kolejna warstwa - wszystko to jest możliwe i zaskakująco proste. 

















Jeśli zamierzacie malować meble farbą kredową po raz pierwszy,
to  dla ułatwienia i zachęty wypunktuję co robiłam:

1. Witryny na zewnątrz malowałam w pierwszej kolejności farbą Annie Sloan
w kolorze Antoinette.
2. Druga warstwa następnego dnia - to Graphite. Nakładałam pędzlem, dobierając co jakiś czas różowej farby, co dało efekt cieniowania.

UWAGA: Farby Annie Sloan pozwalają na nakładanie kolejnej warstwy już po godzinie. Rzeczywiście tak jest. Ja z braku czasu pracowałam nad witryną każdego dnia po troszku.

3. Po nałożeniu ciemnej warstwy przetarłam od razu wilgotną ściereczką w niektórych miejscach, aby uzyskać efekt postarzenia i wydobyć nieco róż. Dodatkowo z miejsc, w których chciałam, aby wychodził spod grafitu róż, delikatnie zbierałam nadmiar ciemnej farby dotykając ręcznikiem papierowym. 
4. Po wyschnięciu grafitu [ok. 2 godziny] zawoskowałam całość.

UWAGA: woskowałam małymi powierzchniami, tzn. nakładałam pędzlem wosk na powierzchnię ok. 30 x 30 cm., a następnie zbierałam nadmiar wosku i delikatnie wygładzałam ten kawałek papierowym ręcznikiem. Ściereczka się nie sprawdziła, bo pozostały na niej wosk po chwili nieładnie się kruszył. Najlepsze były kawałki dobrych jakościowo papierowych ręczników.
I tak kawałek po kawałku.

5. Następnie po kolejnej godzinie przy użyciu papieru ściernego zrobiłam jeszcze kilka przetarć na krawędziach mebla i ostatecznie te kawałki jeszcze zawoskowałam, tak, aby nie pozostały na meblu żadne fragmenty niezabezpieczone woskiem.

6. Delikatnie przetarłam czystą miękką ściereczką cały mebel.

UWAGA: Dla większej odporności na uszkodzenia, lub przy malowaniu powierzchni narażonych na częste mycie, zalecałabym pokrycie farby kredowej nie woskiem, a bezbarwnym lakierem. Ja pozostałam przy wosku Clear Wax, który daje aksamitne wykończenie. 

7. Wnętrze szafy pomalowałam trzykrotnie białą farbą Old White. To taka złamana biel, wpadająca w ecru.

UWAGA: Całość malowałam wyłącznie pędzlem (chociaż pierwszą warstwę mogłam zdecydowanie malować wałkiem, byłoby szybciej...), gdyż chciałam uzyskać widoczną fakturę po pociągnięciach pędzla. Uważam również, że zdecydowanie trudniej byłoby zrobić wałkiem cieniowania, natomiast pędzlem co jakiś czas dobierałam różowej farby, dzięki czemu uzyskałam łagodne przejścia od grafitu przez szarość, aż do brudnego różu.

Całkiem proste, prawda?
:)



I jest też szersza perspektywa.... Ktoś gdzieś prosił o takową ;)
Chociaż, żeby ją zrobić musiałam totalnie przetrząsnąć sprzęt fotograficzny, w poszukiwaniu jakiegoś obiektywu, który by na tak szeroki obraz pozwalał. Od czasu jak nabyłam swój ulubiony obiektyw do wąskich zdjęć, jakieś trzy lata temu, tak chyba nie schodził z body. Ale udało się. Znalazłam i oto mamy coś więcej, niż kawę i kawałek stołu [hehe]. Poza tym do szerokich zdjęć zawsze jeszcze jest dobry telefon! Właśnie - zapraszam też na mój IG - @agnethahome !

***

Ściskam. Do szybkiego kolejnego!
l o v e




czwartek, 11 czerwca 2015

CIEKAWI?

Dzień dobry! 
Tyle się już nagadałam o tej mojej starej, wintydżowej szafce w kuchni, ale jeszcze jakoś szczególnie jej nie pokazywałam. Chcielibyście zajrzeć do środka, aby zobaczyć jak ją zapełniłam swoimi kuchennymi rupieciami? He he, dosłownie :P




m i ł e g o -  d n i a !
h a v e - a - n i c e - d a y
a g a
wtorek, 19 maja 2015

ZMIANY W SYPIALNI | BEDROOM REMAKE

Często znajduje się piękne meble, gdy zupełnie się ich nie szuka, i nie planuje się nabycia chociażby nowego krzesła, no bo niby gdzie w domu miałoby się na nie znaleźć miejsce?! Przecież nie ma potrzeby urządzania, skoro wszystko już jest urządzone! A jednak. Mam w zwyczaju zaglądać do sklepów ze starociami nawet w przerwie w podróży. Albo gdy tylko widzę, że starczy mi benzyny i mam dwie godzinki tylko dla siebie - zamiast do fryzjera jadę zobaczyć, co ciekawego pojawiło się w najbliższym składzie staroci od mojej ostatniej wiztyty.


Kobieta, która prowadzi pobliski sklep jest w moim wieku, zupełnie zwyczajna osoba, szczera i prostolinijna, i choć nie mam skłonności do przełamywania się chlebem i do rzewnych uścisków od progu, gdyż raczej wolę w skupieniu pooglądać i spokojnie pomyśleć, to dzięki tym moim częstym odwiedzinom, między nami nawiązała się naprawdę sympatyczna relacja. Czasem zadaję jej pytanie o jej dom, o to jak mieszka. Mówi z przekąsem, że okropnie, jak w muzeum i uśmiecha się szeroko przytaczając anegdoty z jej synem i mężem, którzy na jej pasję przymykają cierpliwie oko. Woli zdecydowanie styl ludwikowski, klasyczny, może troszkę prowansalski... Nie szufladkuję, nie oczekuję od niej, żeby go nazywała, po prostu słucham. Jak dotąd nie zdradziłam się, że sama siedzę w tym całym urządzaniu domu po uszy, bez pamięci i do przesady, a to po trochu dlatego, że chyba boję się, aby ta wiedza, że odgaduję potencjał rzeczy uznanych przez większość za bezużyteczne, stare i niemodne babcine graty, była powodem do proponowania mniejszych upustów. A tak, zawsze z lekkim niedowierzaniem, że coś z tego mebla moooże będzie, dyskretnie się targuję i obie strony są zadowolone. Chociaż jak długo można udawać, powiedzmy ignoranta? :P Bądźmy poważni - obie odgrywamy swoje role, i obie mamy z nich niemałą satysfakcję.

Tym razem ujęta jej słowami, zmieniłam o 180 stopni obiekt moich zainteresowań. Specjalnie przyjechałam po wcześniej upatrzone krzesło, ale po dobrym kwadransie rozmowy, początkowo bez przekonania, ale z pewnym zainteresowaniem, przyjrzałam się zupełnie innemu fotelowi, który obojętnie wcześniej minęłam. A że nie lubię łatwych rozwiązań i zamiast sztywno trzymać się ustalonych reguł wolę nieoczekiwane zwroty akcji i wyzwania, to szybko zdecydowałam się, że je biorę. I oto jest...







Skłamałabym, gdybym Wam teraz powiedziała, że inspirację do jego zakupu znalazłam w albumie Ikei. Ale tak się jakoś stało, że gdy ten fotel pojawił się w sypialni, ustawiłam go w rogu, a potem usiadłam w nim, aby na spokojnie obejrzeć po raz kolejny tą książkę, to ze zdumieniem stwierdziłam, że identyczny fotel jest na zdjęciach jednego z domów!! Zabawny zbieg okoliczności.
Nie wiem, czy podświadomie go zapamiętałam i dlatego właśnie ten fotel mi się spodobał, ale być może nie było to bez znaczenia? Kto wie ;) Podświadomość lubi płatać takie figle.







Planuję wymienić tylko tkaninę na siedzisku. Więc post mogłabym zatytułować PRZED :) 






Miłego dnia Kochani!
Dzisiaj już wtorek. Niech będzie piękny!!!
l o v e
a g a

LINKI:
IKEA ZNAJDŹ TO

Custom Post Signature

Custom Post  Signature