Top Social

.

LIFESTYLE | WORK | INTERIOR BLOG

wtorek, 30 października 2012

fairy tale... part one


Codzienny rytuał zasypiania może nawet dla platynowej mamy albo taty być rutynową czynnością, w  której brakuje różnorodności. Teraz wieczory są długie i nasze szykowanie się do snu wygląda inaczej niż latem, kiedy syneczek zagoniony po całym dniu wrażeń i ruchu, zasypia w mgnieniu oka. Teraz przydają się książeczki, ale nie zawsze znajduję odpowiednie, albo po prostu nie chce mi się czytać bajeczki, którą już prawie znam na pamięć.

Więc kładę się obok synusia, układam wygodnie, zamykam oczy i opowiadam, co mi tylko przyjdzie do głowy, synuś niesiony opowieścią czasem dorzuca jakiś element historyjki, czasem też sam opowiada odcinek, a nazajutrz tworzy ilustracje do naszej baśni. Wygląda to tak...






STORY O KSIĘCIU WALERYM

Dawno, dawno temu, w kraju zamieszkiwanym przez dobrych ludzi, kochających swojego króla, z wzajemnością, w zamku na skale, wysoko, wysoko, urodził się książę. Imię, które nadała mu matka było imieniem pięknym, o sile ochronnej tarczy, która miała bronić chłopca przed złem i smutkiem , i brzmiało Walery. 






Młody książę wychowywał się otoczony miłością wszystkich, w poczuciu, że świat jest życzliwy i piękny, bez początku i końca. Umysł miał otwarty, a serce wrażliwe, dlatego pewnie gdy dorósł, przejął się ogromnie słysząc pogłoski o rabusiach i gnębionych mieszkańcach sąsiedniego
 królestwa.  Otwierał z niedowierzania oczy, kiedy jego osobisty doradca i opiekun, opowiadał, jak zbóje rabują spiżarnie, pozostawiając ludzi na zimę bez zapasów żywności.  Były to historie mrożące błękitną krew w żyłach Walerego i wyciskające szczere łzy z jego bursztynowych oczu. 

Kiedy nadszedł pierwszy jesienny chłód i spadł pierwszy liść ze starego dębu na dziedzińcu, w cieniu którego Walery bawił się beztrosko jako dziecko, w umyśle młodego księcia zaczęła kiełkować myśl o wielkiej wyprawie. Nękany troską o obrabowanych ludzi, postanowił wyruszyć w nieznane, by położyć kres poczynaniom łobuzów. 

Wszyscy na zamku ze ściśniętymi z żalu i niepokoju gardłami, nic nie mówiąc, pakowali Waleremu na drogę słodkości, lizaki w kształcie kwiatów i różowych serc, od których robiło się księciu lżej  i droga, w którą wyruszał, wydawała się mniej przerażająca.

A kiedy spakowali już wszystkie cukierki i orzechy, budynie, rodzynki i bezy, to jego największy przyjaciel podarował mu coś  jeszcze - lśniącą i lekką jak piórko zbroję, potem osiodłał mu najlepszego w królestwie rumaka, a do siodła przypiął miecz i złoty topór, tak na wszelki wypadek... ;)
"Książę - rzekł przyjaciel podając mu okrągłą tycią puszeczkę - czyść zbroję tym mazidłem codziennie, by oświetlała ci swym blaskiem drogę, nawet w najciemniejszą noc, a broni używaj tylko na złoczyńców oraz by porąbać drwa na ognisko, kiedy rozbijesz obóz, żeby odpocząć".


Książę Walery, jako rycerz w lśniącej zbroi, nie oglądał się za siebie, gdy opuszczał swój dwór, choć kochał bezgranicznie wszystkich jego mieszkańców. Patrzył śmiało przed siebie i krzepiąco przemawiał do swojego konia, którego przepiękna długa grzywa i ogon, poruszały się na wietrze niczym proporzec, i jeszcze długo były widoczne z  zamkowej wieży, gdy książę znikał na horyzoncie z oczu matki.  







Po sześciu dniach i sześciu nocach swojej wędrówki, pewnego mglistego poranka, książę Walery usłyszał wśród drzew odgłos żelaza i głośne rozmowy. Szybko zorientował się, że to zbójcy, dzielący między sobą łup ostatniej nocy, gdyż śmiali się i wyliczali komu przypadnie ile mąki, a komu kukurydza, komu grzybki w occie, a komu dżem z borówek. Spiął konia, złapał za rękojeść miecza, zmarszczył groźnie czoło i ruszył śmiało w ich kierunku. 

Było ich ośmiu, ogromnych, barczystych i brodatych zbójów, którzy ze zdziwieniem patrzyli na zbliżającego się do nich przybysza. On natomiast nabrał w płuca chłodnego powietrza i zawołał tak głośno, jak tylko potrafił: "Stać!! Jestem książę Walery i rozkazuję wam oddać co nie wasze oraz przeprosić tych, którym wyrządziliście krzywdę!! Inaczej porachuję wam kości!!!"

Oj nie tak łatwo było ich do tego szlachetnego czynu przekonać, oj niełatwo. Co innego rabusiom było w głowach... Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i w mgnieniu oka wyciągnęli pordzewiałe sztylety pochowane w cholewkach zbójeckich buciorów. Walery musiał użyć miecza, a potem i złotego topora, żeby ich nastraszyć, i rach, ciach wymachując nimi ze złowrogą miną, przegonił w końcu zbójów, którzy uciekali w popłochu, porzucając wszystko, co do nich nie należało... 
Hmmm - pomyślał zaskoczony książę - nie było wcale tak trudno..., a pająki w samo południe poniosły wieść o jego odwadze do wszystkich domów w nieszczęśliwym królestwie, wijąc swe sieci niczym delikatnie tkana nadzieja, która oplata serce człowieka. 

...



A w następnej części opowiadania będzie o tym JAK KSIĄŻĘ WALERY POZNAŁ KAROLCIĘ I WIELKĄ TAJEMNICĘ...



love
agnieszka n.

23 komentarze on "fairy tale... part one"
  1. Agusia ...jak ja klade sie obok mojego Janeczka z zamiarem przeczytania mu bajeczki to niestety mam odlot ... i gdzies jak przez mgle czuje , widze , jak dziecko szuka po kanałach TV jakiejs bajeczki na dobranoc....no nie wyrabiam z tym czytaniem hahahha ....im szybciej robi sie ciemno tym szybciej łapie odloty senne ....:)))) dziecko ma przechlapane z taka babcia :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, Alu ja też tak często mam.Co gorsza mój bąk chodzi spać dosyć późno, bo ja jakoś nie umiem się szybciej wyrobić...no czasem wracam z pracy dopiero o 9, więc zanim się wykokoszę... to potem już prosto do łócha ;)))

      Usuń
  2. piękna dekoacja :) badzo prosty pomysł, a ile może zdziałac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takiej dekoracji jest naprawdę wiele uroku, a wysstarczy sznurek i klamerki :)))

      Usuń
  3. no Aga - zaskakujesz mnie coraz bardziej :) cudowna opowieść - może jakaś mała książeczka do wydania? :)- i już Ci coś wysyłam :) buziak słoneczny a.......i rysunki przednie - jak ja lubiłam jak mój Eliasz był mały i tak właśnie rysował - a teraz mówi ,że brzydko rysuje;( cóż szkoła zawsze potrafi dziecko wyprostować :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, wyobraź sobie, ze mój synek kiedyś mi mówi, że nie lubi pani X w przedszkolu, pytam dlaczego, a on na to, że Ona ZMUSZA go do rysowania... no i to ciągłe upominanie dzieci, żeby nie bazgroliły, nie wyjeżdżały za linię itd itd itd... Nie wiem, czy to dobre...

      Usuń
    2. ;) niedobre - ja w dziecku zawsze widzę indywidualność a nie masę :)) ale rozumiem ,że pewnych rzeczy w szkole czy też przedszkolu nie da sie przeskoczyć ;( maluchy nierzadko tracą swą kreatywność i zamykają się na pewne sytuacje .Szaleńczo podoba mi się tło na rysunkach Bruna no i bohater na koniu oczywiście też :)) a teraz zmykam do obiadu bo za chwilę lecę trochę twórczo popracować z młodzieżą :)))) buziaki

      Usuń
  4. Jakie Ty piękne bajki opowiadasz, masz wyobraźnie ;)
    U nas czytanie wygląda tak, wyciągam bajeczkę, zaczynam czytać, przeczytam dwa wersy po czym Zosia wyrywa mi książkę i krzyczy : "sama, sama" :)
    Stosuję więc metodę pytań typu: a gdzie jest piłeczka, a co robi kotek, pokaż to, co to jest...
    Jak byłam mała to moja mama opowiadała mi jak była mała, albo jak ja byłam mniejsza i tak na okrągło po 100 razy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podobnie mój M robi, jak jest z Brunem. Te same opowieści ;))

      Usuń
  5. Aguś Ty powinnaś moja droga bajki pisać, bo ta historia wyszła Tobie wspaniale:) i to wszystko jeszcze z głowy! wow taki talent i się marnuje:)))
    no i grafika już też masz, nic tylko bajki wydawać:) czekam na dalszą część bo tą przeczytałam od deski do deski:)))
    śliczne ilustracje hehe:)
    ściskam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, dobre ;))) natomiast co do rysunków, to rzeczywiście nie do podrobienia, szkoda, że jak dorośniemy, to już tak nie potrafimy rysować... ;)

      Usuń
  6. Jeszcze nie mialam okazji opowiadania bajek. Hmmm...ewentualnie czytalam ksiazki.
    U cioci zawsze jest "akcja"...mieszkanie nie do poznania ;)))
    Ja rowniez uwazam, ze masz talent :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jeszcze ta działka przed tobą, oj ciężki kawałek chleba ;)))hihi ;))
      Dzięki za uwagę o talencie bajarskim :)

      A powiedz na czym ta zabawa u Twojej cioci polega???

      Usuń
    2. W zaleznosci od nastroju ;))) Moja siostra ma 2 dzieci.Zazwyczaj skacza po moim lozku malzenskim, buduja domki, namioty z kocow, przescieradel,poduszek, zabawa w chowanego. Wszystko idzie w ruch. Siostra mojego M. ma bliznieta 2 chlopcow. Na nich musimy bardzo uwazac, tyle energi. Tym bardziej, ze ich mama juz doswiadczyla co potrafia. Jeden zjadl mydlo i dostal alergi,ze musieli jechac do szpitala. Drugi chodzi bez jednego przedniego zeba bo sobie wybil ;)))

      Usuń
    3. No tak, dwójkę to zawsze trudniej spacyfikować...nie wyobrażam sobie... ;) przy jedynaku czasem nie poznaję jego pokoju, a co dopiero przy takich ancymonkach:)))

      Usuń
  7. Pięknie zilustrowaliście. Walery na czerwonym rumaku! Klasa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, no mówię Ci, że chłopak ma zapędy artystyczne ;)

      Usuń
  8. nie wiem co mi się bardziej podoba, bajka czy ilustracje...
    magiczny post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze że mi przypomniałaś;) czas na część drugą ;)))

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. :)))
Thank you for your comment. :)))
Merci pour me laisser un commentaire:)))

Custom Post Signature

Custom Post  Signature