Top Social

.

LIFESTYLE | WORK | INTERIOR BLOG

Featured Posts Slider

Image Slider

niedziela, 27 maja 2018

SZYBKIE KRUCHE Z RABARBAREM





Kruche robię {na oko}. Czasem wychodzi lepsze, a czasem gorsze. To najlepsze ciasto do łączenia z sezonowymi owocami.
Na przykład właśnie z rabarbarem.... prawdziwa wiosna...

CIASTO:
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka cukru
1 jajko
łyżeczka proszku do pieczenia (albo i nie, też wyjdzie)
120 gr. margaryny
(przyznaję, że z racji mojej humanistycznej wiedzy z zakresu chemii mocno się w sobie burzę przeciwko tej margarynie, ale jednak ekonomia wygrywa i zamiast masła jest właśnie ta olejowa mieszanka. Ale możecie oczywiście dodać masła) 
szczypta soli
odrobina mleka

Zagniatamy wszystkie składniki razem, formujemy kulkę i odkładamy na bok. Nastawiamy piekarnik na 175-180 st. (góra/dół).
Przygotowujemy rabarbar.

NADZIENIE:
Rabarbar kroimy według uznania na kawałki, wrzucamy do miski i obtaczamy w cukrze (ok. 2/3 szklanki cukru).


Ciasto wykładamy po kawałku do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką foremki, wystające brzegi ścinamy nożem. Układamy nasz rabarbar. Z pozostałego ciasta robimy paski rozwałkowując I krojąc ciasto, które układamy na wierzchu ciasta. Gotowe ciasto u góry posypujemy migdałami w płatkach.
Ciasto pieczemy 45 minut.



Najlepiej smakuje jeszcze ciepłe, lekko opruszone cukrem pudrem, ze słodkimi lodami.....
i zdecydowanie na ogrodzie w upalne niedzielne popołudnie...
Uściski Kochani i smacznego! 




piątek, 25 maja 2018

GET THE LOOK | LIVINGROOM



Dzień dobry Kochani! Jak Wasz piątek? Już weekedowo? Ja póki co załatwiam papiery związane z domem i zabieram się za projekt i wycenę tarasu i wejścia do domu. Nie sądziłam, że to co na zewnątrz będzie mi spędzało sen z powiek. Przecież tyle innych, ważnych i strategicznych rzeczy już zrobiliśmy, a jednak...

Chciałam zaproponować Wam cykl postów z małymi zestawieniami przedmiotów, jakie widać na zdjęciach mojego domu. Co Wy na taki pomysł? Dzisiaj pierwszy z nich.

***

Jeśli podoba Wam się styl mojego salonu, to możecie bardzo łatwo podobny osiągnąć u siebie. Wystarczy wybrać odpowiednie dodatki do dekoracji Waszego wnętrza. Utrzymanie ich w podobnej kolorystyce i bazowanie na kontrastowych odcieniach z tej samej palety barw, pozwoli Wam zachować harmonię i nada mieszkaniu skandynawskiego charakteru.

Materiały, jakich powinniście użyć to w większości naturalne tekstylia takie jak wełna, juta czy bawełna, drewno, surowe metale, szkło, wiklina, czy trawa morska. Takie elementy warto, by pochodziły z produkcji zrównoważonej, która zostawia w naszym ekosystemie jak najmniejszy ślad, czyli od producentów dbających o planetę i małych, najlepiej lokalnych rzemieślników. Naturalny produkt może i wymaga więcej troski niż syntetyczne i plastikowe substytuty, jednak jeśli je wybierzemy to moralna i estetyczna wartość dodana jest nieporównywalnie większa. 


Dla przykładu zestawiłam dla Was parę produktów, które tworzą styl mojego salonu, gdyż zdaję sobie sprawę, że takie wyselekcjonowanie dodatków spośród wielu propozycji sklepów internetowych wcale nie jest łatwe {linki do sklepów pod zdjęciem}. Sama często nie umiem zdecydować co kupić, aby nie zbankrutować i widzieć efekt w domu. Łatwo przecież wydać pieniądze, ale nie zawsze daje nam to gwarancję, że uzyskamy choć namiastkę klimatu, o jaki nam chodziło. Radzę Wam zatem, aby szukać dodatków właśnie bazując na konkretnej inspiracji, wtedy szansa na sukces jest znacznie większa { ;) }. Powodzenia!

1. WEŁNIANY DYWAN | 2. SZKLANA RAMKA | 3. PLECIONY KOSZYK | 4. PODUSZKA HANDMADE

Pięknego piątku! I zajrzyjcie jutro, będzie kolejny post :)
piątek, 18 maja 2018

{GODMORGON}, CZAS NA PROSTE PRZYJEMNOŚCI!


Dzień dobry Kochani,
oj ponuro dziś za oknem, wieje, leje i w ogóle do niczego. Najchętniej nie wysuwałabym nosa z domu, gdybym nie musiała. Ale prognozy chyba nie są najgorsze na weekend, więc te parę deszczowych dni też się przyda. Przynajmniej nie trzeba podlewać trawy na ogrodzie.

Ile czasu spędzacie w łazience? Na takie codzienne i odświętne rytuały, te z konieczności i te dla przyjemności? Czy nie jest tak, że faceci zawsze uważają, że za dużo, a my - wręcz odwrotnie? Bo co by nie mówić, łazienka to czasem taka nasza komnata tajemnic i przemian, świątynia dumania i spa w jednym.

Historia mojej górnej łazienki bardzo różniła się od wykańczania reszty domu. W pierwotnym planie budowlanym, mieliśmy pozostać przy zrobieniu jedynie toalety na dole, ze względu na fakt malejących szybko finansów. Łazienka to niestety nieproporcjonalnie drogie kilka metrów kwadratowych... Chcieliśmy zatem poczekać,  to znaczy ja chciałam, aż odłoży się znów jakiś grosz i będzie można ją zrobić tak, by za dziesięć lat wciąż była piękna. Tak to chyba sobie wyobrażałam, tym bardziej, że przecież kolejnej łazienki już w tym życiu nie urządzę. Poza tym chciałam mieć czas na wyszukanie nietypowych rozwiązań, takich, co to po wejściu do tego pomieszczenia, ścinałyby z nóg najtęższych stylistów wnętrz. Ale niestety jestem wygodna. I nie dało się tego tak zrealizować jak wcześniej planowaliśmy - wygrał pragmatyzm i przytłaczająca wizja kąpieli w misce... Zakasałam rękawy i ruszyłam w miasto w poszukiwaniu 'ekonomicznych' materiałów wykończeniowych. Musiało być szybko i relatywnie niedrogo, a zbliżająca się wielkimi krokami konieczność przeprowadzki mocno ograniczała moje artystyczne wizje, zwłaszcza, że byłam już kompletnie wypalona jeśli chodzi o pomysły. To nie był klimat na wymyślanie, na dopieszczanie i różne takie ceregiele. Byłam zmęczona budową, gdyż wszystko toczyło się bardzo intensywnie i przez rok żyłam w związanym z tym szale decyzyjnym. Oj nie było to łatwe, i choć może na początku dawało dużo radości, to finisz nie był już taki różowy. Ale to chyba ta budowa właśnie nauczyła mnie, że czasem można tygodniami wybierać wzór płytek na jeden metr kwadratowy ściany, a innym razem w jeden dzień można podjąć kilkanaście decyzji związanych z wyborem materiałów i sposobem realizacji całości. I to w sumie wyszło mi na dobre, bo swoją łazienkę bardzo lubię, za jej maksymalnie prosty i kojący styl. Czuję się w niej dobrze, nic mnie nie rozprasza, wreszcie też po dwóch latach od wprowadzenia doczekałam się lustra, więc teraz czas mojej łazienkowej bytności znacząco się wydłużył... 

Zatem, rozkładając na czynniki pierwsze to, co widać na zdjęciach
(to prawa część łazienki) :

MEBLE: mebelki kupiłam w Ikei. To szeroka czteroszufladowa podwieszana szafka Godmorgon wraz z jednokomorową umywalką do kompletu oraz wiszący słupek na ścianę, abym mogła w nim schować wszystkie niezbędne drobiazgi. Ze wszystkich zestawów w Ikei ten kolor wydawał mi się w odbiorze najbardziej {luksusowy}, gdyż w białym który oczywiście wchodził w grę, wykończenie wydawało mi się zbyt plastikowe, a ciemny zbyt przytłoczyłby wnętrze. Kolor frontów nawiązuje oczywiście do belek sufitowych, więc całość ładnie się komponuje. Zachęcam Was do takich nawiązań jak urządzacie dom, bo wtedy wnętrze jest harmonijne i przemyślane, uspokaja, nie narzuca się przesadną ilością faktur i kolorów, pozwala na sezonowe szaleństwa z dodatkami nie narzucając stylu. Wtedy wszystko jest możliwe {;)}.
Kolejnym rewelacyjnym rozwiązaniem w tych meblach są szuflady ze spowalniaczami... Żadne zamykane szafki pod umywalką nie będą tak wygodne w użyciu. Musiałam dobrze wymierzyć łazienkę, żeby wszystko swobodnie się mieściło, żeby szuflady nie blokowały się przy otwieraniu i żeby był swobodny dostęp do łazienkowego wyposażenia. I jeszcze jedno - przy niewielkim metrażu podwieszane meble dają poczucie przestrzeni i lekkości. Ewentualnie w grę wchodzą nóżki, bo w łazience przestrzeń pod szafkami zawsze można wykorzystać na wagę łazienkową czy jakieś koszyczki na inne, mniej potrzebne czy nadliczbowe rzeczy.

ŚWIATŁO: oświetlenie sufitowe to wbudowane w regipsy halogeny z przeznaczeniem do pomieszczeń łazienkowych. Mam ich kilka zamontowanych w suficie, również pod prysznicem {ta część łazienki innym razem}. Ale ważnym elementem było oczywiście doświetlenie przy umywalce i zdecydowałam się sama zrobić tu lampę. Rozwiązań jest naprawdę bardzo wiele, ale warto mieć od początku na to jakiś pomysł, gdyż dobrze jest rozplanować wcześniej doprowadzenie prądu w odpowiednie miejsce. U mnie chodziło o wypuszczenie kabla na etapie suchej zabudowy. Podobne lampy zrobiłam w przedpokoju, po raz kolejny robiąc tym sposobem swoistą klamrę łączącą łazienkę z resztą domu. Element powtórzenia.

ZŁOTE DODATKI: miedziane, mosiężne i złote dodatki. Ponieważ kolorystyka ścian jest neutralna, to wybrałam takie akcenty, aby dodać całości delikatnego wyglądu {raw glamour}. Dlatego wieszaki są wykonane ręcznie z części hydraulicznych, a kilka akcentów w kolorze złota (lampa, rama lustra, przycisk wc) są nienachalną próbą przełamania nudy. Poza tym uważam, że to niezwykle ciepłe i łagodzące dodatki. Jestem zadowolona z efektu, choć mocno się go obawiałam, gdyż nie jestem fanem złota, nigdy nie byłam.

ŚCIANY: płytki..... Wybór był szybki i bezbolesny. Oczywiście pojechałam po zupełnie inne i bez konsultacji z kimkolwiek zamówiłam to, co można było dostać od ręki. Kafelkarz nie mógł czekać, gdyż ta łazienka nie była wtedy w planach, zatem nie mogłam ustalać z nim kolejnych nierealnych terminów. Na ścianę kupiłam płytki drugogatunkowe, biorąc oczywiście opakowanie na zapas, gdyby były na nich jakieś skazy, lub gdyby były nierówne, co przy większym rozmiarze może być problemem. Firma mi nieznana, na oko były ładne, i arcytaniutkie. Strzał w dziesiątkę. Podłoga już była nieco droższa, więc to, co zaoszczędziłam na ścianach dla równego rachunku zaraz dołożyłam do podłogi. Bardzo mi się spodobała nierównomiernie barwiona płytka Vives w kolorze czekolady. Na dole w toalecie położyłam wcześniej tej samej marki płytkę Terrades Grafito, więc kafelki już znałam, a wymiar i grubość dawała gwarancję, że po zrobieniu podłogi panelowej będę miała wszędzie tą samą wysokość podłóg, bez jakichkolwiek progów.

NATURALNE DODATKI: czyli surowy klimat łazienki.... Kiedy wydaje się nam, że wszystko już jest, ściany, meble, armatura {o tym też  napiszę innym razem}, to na samym końcu przychodzi żywy pierwiastek, jakim są dodatki w łazience. Mogą się one zmieniać w zależności od naszych upodobań, raz mogą być nowoczesne i kolorowe, kiedy indziej surowe lub naturalne. Ja zdecydowałam, że wszystkie kolorowe opakowania będą znikać w szafkach, natomiast na widoku zostają tylko {drzewce}... nazwa, jaką mój syn ochrzcił wszystkie grzebienie, szczotki, koszyczki i temu podobne duperele w łazience. I tak oto, w moim domu czesze się włosy i myje się zęby drzewcem, uśmiech. Ręczniki też staram się, aby były w naturalnych kolorach, podobnie jak to, co znajduje się pod stopami w łazience. Oczywiście są ręczniki i dywaniki dla gości {na zdjęciach} i wersja 'ekonomo' dla domowników {jak nazwa wskazuje - nie na zdjęciach}, ale to też ma swój urok. A ponieważ tego wszystkiego nie musimy mieć od początku, to można spokojnie oszczędzać i z czasem uzupełniać swoją łazienkową kolekcję o kolejne perełki, czy przywozić sobie wyszukane dodatki z podróży, takie jak pumeks z naturalnej lawy czy ręcznie robione grzebienie. To naprawdę duża przyjemność, gdy powoli i konsekwentnie nasza łazienka nabiera charakteru. Naszego. Wymarzonego.

Życzę Wam również wymarzonych łazienek! Najpiękniejszych! Wygodnych i estetycznych. 
Jeśli macie pytania to oczywiście piszcie w komentarzach. 
Zostawiam Was ze zdjęciami. I ciąg dalszy łazienkowych opowieści już wkrótce....
















G E T   T H E   L O O K

MEBLE GODMORGON
UMYWALKA
STOŁEK
LUSTRO
DYWAN BLOOMINGVILLE
POJEMNIKI METALOWE retro
RĘCZNIK MADAM STOLTZ
MYDŁO W DOZOWNIKU MERAKI
GĄBKA DO MYCIA MERAKI
KOSZ BRABANTIA
SZCZOTKA I MYDŁO W KOSTCE IRIS HUNTVERK
poniedziałek, 14 maja 2018

APFELSTRUDEL




Ciasto zagniotłam z podanych składników, dodając trochę mleka tak, aby dało się je uformować w kulkę. Następnie odłożyłam je na bok.
Załączyłam piekarnik nastawiając go na 180 st. {góra/dół}

Obrane jabłka starłam {bez gniazd} na cienkie plasterki używając tarki. Wymieszałam je z pozostałymi składnikami.


Ciasto należy rozwałkować na stolnicy na szerokość dużej blachy do pieczenia, podsypując mąką. Zwinęłam je w rulon, sprawnie przeniosłam i rozwinęłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Na środku ułożyłam nadzienie i zwinęłam na nim ciasto, sklejając delikatnie od góry. Całość posmarowałam rozbełtanym jajkiem {ups, nie ma tego w składzie u góry, a wydaje mi się, że to konieczne, żeby nam się ciasto nie rozjechało w piekarniku}.

Ciasto piecze się 40 minut. Jest chrupiące i po chwili od wyciągnięcia z piekarnika gotowe do jedzenia.

Najlepiej podawać pokrojone w plastry, oprószone cukrem pudrem i z gałką lodów waniliowych...albo karmelowych..... mmmmm
Smacznego!





G E T   T H E   L O O K

niedziela, 6 maja 2018

SYPIALNIA


Słowa dzisiaj jakoś przychodzą mi z trudem.  Rozleniwiła się moja szara struktura odpowiedzialna za wszystkie myśli i działania. Zachwycam się po prostu zapachem wiosny, piękną pogodą, możliwościami, jakie daje mi kolejny dzień... Wykorzystuję zmysły, aby się tym cieszyć. Chciałabym, żeby każdy dzień zaczynał się tak optymistycznie, bez obaw, że to złudzenie i pozorny spokój, a właśnie z takim głębokim przekonaniem, że nie ma piękniejszych momentów w życiu od tych, które właśnie się dzieją.
Pięknego dnia dla Was!

{PS. Przepis na to ciacho napiszę Wam w następnym poście. Błyskawiczne i pyszne.}














G E T   T H E    L O O K

WAŁEK TINEK
KINKIET NORDLUX
POŚCIEL H&M HOME
FILIŻANKA BROSTE COPENHAGEN
TALERZYK DESEROWY BROSTE COPENHAGEN
MALA

wtorek, 1 maja 2018

STYL NIEIDEALNY



W moim przedpokoju spotykają się dwie szafy. Obie stare, ale każda na swój własny sposób. 
Jedna jest stylowa, nietknięta od ponad stu lat, dostojna - na płaszcze, kurtki, bolerka i kapelusze... Być może stała w domu, którego ściany zdobiły sielskie obrazki rodem ze stylistyki Carla Larssona, który wyznaczył nurt stylu skandynawskiego, kto wie. Druga natomiast jest zdecydowanie mniejsza, o bardziej plebejskim rodowodzie i niedawno odmalowana grafitową farbą kredową [może pamiętacie zdjęcia na instastories]. To {Hemnes} ze szwedzkiej sieciówki, dzięki której to, co proste i funkcjonale stało się powszechnie piękne i pożądane. Gdy ją uchylić, chwytając za postarzone przeze mnie pseudomosiężne uchwyty, ujrzymy że chowa w sobie buty i podręczne drobiazgi. 

Mówiłam Wam już nie raz, że staram się pilnować w urządzaniu domu pewnego klucza stylistycznego. Jest mocno inspirowany stylem skandynawskim, czy nordyckim, a to przecież wręcz filozofia, a nie zwykłe wypełniane przestrzeni przedmiotami domowego użytku.
 A jednak pozostaje bardzo mój, nie wpisuje się w żadne regułki, jest poddawany ciągłym wpływowym codzienności, chwilowych upodobań a także ograniczeń. Tworzy się w ten sposób mój własny i niepowtarzalny {agniestyl}. I cokolwiek by się w moim domu nie pojawiło, musi spełnić jeden warunek ... musi mi się podobać.

Ważne jest dla mnie by dom wypełniony był prastarym, plastycznym i naturalnym ciepłem, jaki dają drewno, len, bawełna, wiklina... Przykryte farbą lub nie, drewniane meble, drzwi czy podłogi, tworzą klimat miejsca, w którym po długim dniu w pracy, męczącej podróży, czy  po prostu trudnej konfrontacji ze światem, chcemy i potrafimy odpocząć. Kwiaty są niemal obowiązkiem - w formie bukietów czy wianków, zawsze znajdą swoje miejsce w tym z pozoru ascetycznym otoczeniu. Albo takie, jak na zdjęciach druciane serce ubrane w tiul... Surowe obok przytulnego, kawałek metalu obok rustykalnej ceramiki, jasne obok ciemnego, ostre przy łagodnym... Styl pełen kontrastów, a tak bardzo spokojny i spójny w odbiorze. 

Mój styl jest daleki od perfekcjonizmu, jak ja sama. Ważniejsza w nim jest prawda i brak przesady, wręcz skromność, od wystudiowanego zestawienia rzeczy. Niełatwo pozbędę się szafki, która mi dobrze służyła, tylko dlatego, że czegoś jej brakuje, albo że farba już pożółkła. Postaram się ją dostosować do aktualnego status quo w moim domu i wydobędę z niej nowe piękno. Bo szczerze mówiąc wolę właśnie taką nieco podniszczoną, niż nową identyczną. Stawiam proste rozwiązania ponad wyszukanym dizajnem. A to z całą pewnością już wabi-sabi....właśnie tak. Z japońskiego {wabi} znaczy prostota cichego życia, a {sabi} - surowość i piękno wynikające ze starości rzeczy.
Taki jest mój przedpokój i cały mój dom - jak posklejana laką potłuczona czarka, w myśl japońskiej sztuki Kintsugi, i podobnie jak naprawiony przedmiot zyskuje swą wartość i urodę dopiero, gdy staje się niedoskonale przetworzony przeze mnie.












Pięknego długiego weekendu Wam życzę. Sama jeszcze nie mam do końca sprecyzowanych planów, poukłada się na bieżąco, ale zdecydowanie trzeba się cieszyć piękną pogodą, jaką przywitał nas maj. Oby ta magiczna wiosna utrzymała się jak najdłużej.
Do szybkiego następnego razu!
l o v e


G E T   T H E   L O O K

SZAFA UBRANIOWA Z ANTYKWARIATU
KOSZYK BOHEMIADESIGN
ESPADRYLE RYŁKO
BUTY ANNIEL
ZEGAR LEFF AMSTERDAM
APASZKA TAFTYLI
PUDEŁKA IKEA
SERCE DEKORACYJNE WALTHER&CO
WAZON CERAMICZNY MADAM STOLTZ
DREWNIANE TALERZE
MISECZKA DREWNIANA
SZAFKA NA BUTY IKEA
FARBA KREDOWA ANNIE SLOAN



Custom Post Signature

Custom Post  Signature